--- ... ---
szukam... czy znajduje? tego nie wiem. czego szukam? gdzie chce to znalezc? w sobie czy gdzies w świecie? co chce znalezc? czy to znajde? czy osiagne swoj cel? czy dowiem sie, czego mi brak? co ja mam zrobic? czy ktos zauwazy, zrozumie czego mi brak? a moze on sam mi uświadomi? czy szukam kogos czy czegos? czy pragne tego czegos czy tego kogos? kiedy? teraz? pozniej? a moze chciałam to cos/tego kogos znalezc wczesniej? moze nie znalazłam i teraz odczuwam ten brak? a moze znalazłam, tylko nie zauwazyłam? znalazłam, a nie wykorzystałam? a moze dopiero znajde? albo to cos/ktos sam mnie znajdzie? czy ja potrafie byc szczesliwa? zauwazona? czy ja sama potrafie sobie odpowiedziec na jakies pytanie? czy znajde te odpowiedz w swoim sercu? umysle? a moze duszy? a moze w ogole jej nie znajde? moze nie dowiem sie czego szukam? moze bede juz zawsze szukac? moze, moze, moze... moze potrzebuje pomocy, a nikt tego nie widzi? moze potzrebuje zeby ktos zauwazył, że ja tu jestem? moze potrzebuje kogos/czegos, kto/co pomoze mi z sama soba? a moze nie ze mna, tylko z tym co mnei gnebi, z moim problemami? a moze to nie ja potrzebuje pomocy? moze ktos inny? moze to ja mu jestem potrzebna? czy go znajde? czy pomoge? czy pomozemuy sobie wzajemnie? co ja mam zrobic? czy szukac, czy zaczekac az mnie znajda? czy zajrzec do siebie czy obejrzec sie dookoła? czy ktos mi pomoze? czy to wołanie o pomoc? chyba tak. czy ktos je zauwazy? chyba nie. czy normalnie pokazuje, ze mi zle?nie wiem, moze delikatnie. ale czy kazdy to zauwazy? nie. tylko baczni obserwatorzy moga to zauwazyc. czy trzymam to w sobie? tak. czy jest mi ciezko? tak, ale tylko czasami... co mam zrobic? kto mi odpowie? kto znajdzie odwiedz na moje pytania? czy ktos chociaz odkryje o co mi chodzi? czego szukam? czy odkryje mnie? czy odkryje jaki mam problem? czy znajdzie sie taka osoba?
2005-12-11 20:38:32 skomentuj (2)
teraz napisze wam o tym czego moze mi tylko pozazdroscic :D
moje wakacje... mhm... zajebista sprawa... zaraz po zakonczeniu roku wybrałam sie z moja ukochana przyjaciolka i fajnym kolega na łodeczki, juz w autokarze zauwazyłam, ze jedzie taki zajebisty sternik, z ktorym juz bylam na lodeczkach i zajebiscie sie bawiłam, a temat rozmow przez pierwsze 4 dni byl tylko jeden (wtajemniczeni wiedza :P, a reszta moze moze znalezc to w zapiskach z zesżłego roku :D) jak nie trudno sie domyslic, Bju był moim sternikiem, sam ten fakt mowił, ze juz bedzie zajebiscie. nasza trojka bawiła sie zajebiscie, aczkolwiek oczywiscie byly gorsze momenty, ale coz by to byl za oboz bez zadnej klotni? jest wiele fajnych akcji, ktore sie wydarzyły, ale jestem za bardzo leniwa by je tu opisywac :P wiadomosci na miejscu :D.l w kazdym razie patent zdałam, mam okropne zdjecie, bo poszłysmy z Eliza do takiej budki co robi zdjecia w metrze centrum i jak nie trudno sie domyslic wyszły okropnie, a do tego Eliza ma fajny numer, szatanistka mała ;).
dalsza czesc wakacji.. mmmm.... ja cche tam wrocic!!! pewnie wiekszosc wie, ze to byl Cypr. (i tu zacznie sie dłuuugioe rozpisywanie) przylecielismy -> [pierwsze wrazenie: Cypr jest niesamowicie brudny i brzydki. ale w miare mojego pobytu zmiałam opinie o tej wyspie i w koncu skonczyło sie na bardzo pozytywnej :). pozniej okazało sie, ze na moj oboz przyleciało 5 osob ze mna włacznie. great. do hotelu dojechalismy gdzies kolo 2 w nocy i czekała nas miła niespodzianka, poprzednia grupa polska czeka aby nas przywitac, plus dla nich wszytskich. drugi plus to fakt, ze od razu zaprosili nas do swojego pokoju i zapytali sie czego sie napijemy :), a trzeci plus jest taki, ze trzech głupkow, oczywiscie w pozytywnym znaczeniu tego słowa :) (Dawid, Bartek, Paweł, ci ktorzy nas zaprosili) przyszło do naszego pokoju w togach zrobionych z przescieradeł, a my takie spoko :), pozniej zreszta biegali tak po całym osrodku, i ja sie dziwie, ze poniej mowia o Polakach rozne dziwne rzeczy :). rano tescik i poczatek nauki, nic sie nie nauczyłam, ale chociaz pogadałm sobie z ludzmi z innyh krajow. pozniej coraz wieksza integracja i codzienne imprezki w pokoju 201, chłopakow, przez co zazwyczaj spałam po 3-4 godziny dziennie, jezeli spałam :). 6 godzin to był to juz niewatpliwy luksus. a co najlepsze, ze normalnie funkcjonowałam na tych kilku godzinach snu i byłam pełna energii, kiedy inni mysleli tylko o spaniu, ma sie te zdolnosci :).w niedziele pojechalismy na cały dzien na plaze i zgadnijcie co sprytnego zrobiła Martusia. tak, opalała sie cały dzien, bez zadnego kremu (tak wiem, ze jestem szprytnym dzieckie :D) tak wiec miałam poparzenia słoneczne drugiego stopnia na plecach i nogach, o tyłku nie wspomne :). dodatkowo pojechalismy w miejsce, w ktorym według legendy urodziła sie Afrodyta (bede mogła zaszpanowac panu Niebudzie :P), całkiem malowniczy zakatek. według legendy jezeli opłynie sie kamien przy ktorym bogini wyszła z morza to sie młodnieje, ja oczywiscie wybrałam zły kamien, wiec roznicy nie widac :P. reszta mojego pobytu po opalaniu polega na tym, ze lezalam w samych gatkach z panthenolem na plecach przez kilka godzin :), zazwyczaj w pokoju 201 :) niestety zeszła mi cała ta skora, ale i tak wrociłam opalona, moze nie tak bardzo jak bym chciała, ale wreszcie nie jestem taka biała. kiedy wyjechało towarzystwo z 201 (sprzataczki sprzatały ich pokoj 6 godzin :)) nie było wiecej juz takich fajnych ludzi, nastepni ktorzy przyjezdzali to mozna sie bylo tylko załamac :/, same pindzie beznadziejni kolesie, chociaz bylo kilka wyjatkiow, ale nie duzo, tak wiec zaczełysmy przenosic sie na dyskoteki. niekiedy, kiedy nie moglismy isc na miasto, spedzalismy czas w pokojac/na dachu/na basenie. jednej nocy z ta nowa grupa siedzielismy sobie do 5 na dachu, a pozniej przenieslismy sie na basen, tak do 7 :), a na 9 lekcje :), ale trzeba bylo sobie radzic :). za to nocne zycie w limassolu jest naprawde na zajebistym poziomie... do 1 w nocy byl otwarty Galatex, uliczka zamknieta dla ruchu samochodowego, gdzie bar znajdował sie przy barze, a muzyka była tak głosna, ze nijak nie mozna sie było porozumiec z osoba obok, pozniej otwierano dyskotweki i całe towarzystwo sie tam przenosiło. za to na Galatexie były zajebiscie pyszne koktaile, do teraz czuje ich smak, niestety tylko były drogie :/ jak cały Cypr. waluta Cypru to funt cypryjski, a 1 funt cypryjski to 7-8 złotego, cola kosztowała 1.5 funta, o alkoholu juz nie wspomne :/, ale co tam i tak zawsze bylo co pic :D. dziewczyny miały jeszcze o tyle zajebiscie, ze wszedzie wchodzily za free :), muzyka w klubach była zajebista, była tez taka piosenka, ktorej niestety nie znam tytułu, a nie ma jej w polsce i pewnie długo jeszcze nie ebdzie, ale sama piosenka była naprawde zajebista i zajebiscie sie do niej tanczyło :), poza tym cypryjczycy to zajebiscie towarzyscy ludzie, nie bylo ani jednej dyski, na ktorej nie zaczepi cie kolo tuzina tubylcow, raz juz dosłownie czułymy sie jak w klatce, az nasi polscy chłopcy musieli nas bronic, przez co prawie była zadyma, ale coz... tak bywa. w kazdym razie wiekszosc czasu spedzałam z takimi 3 dziewczynami i bawilysmy sie zajebiscie, poznałysmy szefa jednego klubu, wiec wiekszosc drinkow i tak mialysmy za darmo :D. niestyety byl tez jeden minus :/, mojej kolezance ukradli telefon i cyfrowke, a ja spałam w pokoju obok :/, jak sie mozna domyslic nie znalazły sie wiecej :(. no tak i jeszcze jedna nieprzyjemna sprawa. dzisiaj rozbił sie samolot cypryjkskich linii.. niezbyt przyjemnie, a ja leciałam podobnym, ktory sie rozbił, o ile nie tym samym... mozna powiedziec szczescie w nieszczesciu :/... a i jeszcze jeden minus... dlaczego w POlsce musi byc tak cholernie zimno?! ja tu teraz zamarzam!!! ja chce do ciepełka i do dni, w ktorych jest po 30 stopni!!! ale ogolny wyjazd na cypr to zajebista sprawa, zawsze bede go zajebiscie wspominac, teraz tylko musze wywołąc zdjecia :) (moze beda do wgladu :P), wiecej szczegolow jak mi sie cos przypomni, a na pewno o bardzo wielu rzezcach zapomniałam :) albo na miejscu u mnie :)
teraz chciałabym jezcze jakos ta koncowke przed ta szkola, ale nie mam jeszce pomyłow, cos sie wymysli :)
tak wiec przygarnijcie ta opcje, jaka byla moja notka i sie ogarnijcie :)
2005-08-14 20:14:15 skomentuj (4)
maj
kolejny miesiac w roku powtarzający sie w pewnym okresie, czyli co rok. sory, ale naprawde nie mialam jak zaczac, wiec zaczelam tak i moze cos dalej bardziej sensownego napisze, ale na to nie liczcie :D. Więc o czym tu by napisac.... Że pogoda do dupy, to wszyscy wiedza (pomimo, ze jest maj), w szkole nudy i nikomu sie bnie chce chodzic to tez kazdy wie i nie musze o tym pisac, ze mi sie nudzi na lekcji informatyki chyba tez wszyscy zauwazyli :D. A KaRa zabije Grzeska! :D a Aga pisze urodzinowa kartke do Oli, ktora ma dzisiaj urodziny (wszystkiego najlepszego Olu, jezeli kiedykolwiek tu trafisz :* :P) Wojtek, Michał i Marcin grają w jakas durna bijatyke, pare osob udaje, ze słucha naszego wspaniałego pana, ale tylko udaje :D, naprawde przysypiaja :P i nie mozemy sie doczekac konca, własnie zadwonił dzwonek i musze konczyc, bo 2 lekcje informatyki bedziemy meic w sali bez komputerow :) buziaki :*
2005-05-19 09:01:33 skomentuj (3)
mhm... moze w trakcie czytania sami znajdziecie temat tego o czym napisałam :)
Tyle cchiałabym napisac, to wszystko wyrzucić z siebie, a gdy przychodzi co do czego odzywa sie gdzies, tam w srodku jakis wewnetrzny głos:"Stop!". I dalej juz nic mi nie idzie z tym pisaniem... Wtedy szukam słow, nie wypowiedzianych prze ze mnie, a jednak oddajacych moje uczucia, ale ich nie znajduje. czasem sa to tylko fragmenty, ale i tak niemowiace wprost o co mi chodzi. I tak zamyka się błedne koło, a ja nadal zostaje dokładnie w tym samym miejscu i nic sie nie zmienia... ehhh... jaki ciezki jest byt istnienia, tyle trudnych decyzji, tyle porazek i bolesnych upadkow, tyle smutku i łez. czasem tak własnie ciezko jest i coz poczac wtedy mozna? moge napisac: najwazniejsze to by sie nie poddawac, walczyc, ale to takie trudne, kiedy nic nie wychodzi... Wtedy zazwyczaj dajemy sie poniesc zyciu... co jest moim zdaniem najgorsza opcja, poddajemy sie bez walki i nic nie probujemy zmienic. dobra uwazałm to za takie beznadziejne, ale jak sie naprawde jest w takiej sytuacji, to ciezko sie odbic od dna, nawet przy duzych checiach, ale z mysla, ze nam sie nie uda, to własnie ta mysl powodyje, ze czesto nawet nie probujemy, a nie warto [piszac te słowa, probuje sama siebie zmobilozowac do walki, ale nie jest to takie proste]. Na szczescie sa jeszcze pewni ludzie, ktorzy pomagaja nam uwierzyc w siebie probuja pomoc, poprawic humor, probuja byc i za to im dziekuje, za to ze sa przy mnie :* Najbardziej to chyba chciałabym podziekowac mojej mamie, ktora najprawdopodniej nigdy tego nie przeczyta, ale zasługuje na to by o niej wspomniec, bo jets najwspanialsza mama na swiecie [:*]. Dalej chciałbym bardzo podziekowac mojemu chłopakowi, bez ktorego chyba bym sobie nie dała rady, ktory tez stara sie byc zawsze przy mnie i mnie pociesza, i w ogole [:*], Elizie, ktora tez zawsze sie stara jak moze, zeby polepszyc mi humorek [:*], a wreszcie całej reszcie, ktorej nie jestem obojetna [:*].
jeszcze raz serdeczne dzieki :*:*:*
no prosze, jednak udało mi sie wylac czesc swoich mysli w komputer i odciazyc sie troche [jak milo :), mozna to porownac to uczucia, kiedy wychodzi sie z kibla opruzniajac pełen pecherz-ale jestem dzis poetycka :P]
2005-04-20 22:24:44 skomentuj (5)
...........::::::::::[*][*][*]::::::::::............
Miliony szeptów. Zebrane utworzyłyby krzyk jakiego na swiecie jeszcze nie było. Krzyk, ktory nie został usłyszany....
Tak ciężko było mi patrzeć na ciało papieza, ciało, które jest nieruchome, zimne, ciało ktore sie nie rusza. Usta, z ktorych nigdy więcej nie wydobedzie sie glos, głos ktory tak uwielbiamy. Nigdy wiecej nie zobaczymy usmiechu na Jego twarzy. Zgasł najwspanielszy człowiek naszych czasow... Nie dozyjemy drugiego takiego człowieka jak On, dlatego musimy Go godnie pozegnac.
2005-04-04 19:55:11 skomentuj (1)
Jan Paweł II Wielki
Papiez... jeden czlowiek, taki sam jak kazdy inny, ale jednak nie jest taki sam jak kazdy z nas. Jest jedyny, niepowtarzalny, nie ma drugiego takiego czlowieka na świecie jak On. Tyle dla nas zrobił, dla całego świata, a my mozemy sie tylko modlic. Modlic o cud, modlic o jego godna smierc, modlic o lepsze zycie po smierci dla Niego, modlić sie o siłę dla nas, bysmy sobie poradzili z Jego śmiercią i potrafili zyc bez niego... :( Bysmy znalezli ta siłe.
mozemy sie laczyc tylko symbolicznie, dlatego od wczoraj wieczorem na moim oknie caly czas pali się świeczka, nie jest to juz moja świeczka, ale świeczka papieza i bedzie sie paliła do samego konca. A ta wypalona swieczke zostawie sobie na zawsze, bo moze to zabrzmi głupio, ale czuje, ze zostanie mi cos, co nalezało do Niego, chociaz nigdy nie miał tyej świeczki w rękach. Zostanie mi coś, po tak wielkim człowieku jak On, po takim czlowieku, ktorego nikt nigdy nie zapomni...
cóź moge dodac..: jestesmy z Toba Ojcze, nigdy Cie nie zapomnimy. Nie lekamy sie, ale bedzie nam Ciebie brakowac.
[*]-moja symbolicna świeczka, która bedzie sie dalej palic, nawet jezeli sie wypali, dalej bedzie sie palić w moim sercu.
2005-04-02 19:59:13 skomentuj (1)
nowa notka
normlanie wam powiem, ze wczoraj miałam wielka ochote i wene na nowa, długa notke, ale niestety podczas poszukiwania jednego cytatu, ktorym chcialam zakonczyc moj wspanialy wywód, cała notka mi sie skasowała i nie mogłam w zaden sposob jej odtworzyc, wiec was zmartwie, ze nie poczytacie sobie nic nowego dopoki znowu nie najdzie mnie wena na cos nowego i w miare madrego. musicie cierpliwie zaczekac na cos nowego :). cierpliwosci :P, buźka :*
2005-03-27 22:05:19 skomentuj (1)